Rozmowa z Alicją Janosz, pierwszym polskim “Idolem” o płycie, przyjaźniach i środowisku muzycznym
Co dzieje się teraz w twoim życiu?
Trwa promocja mojej płyty, która ukazała się 8 października, a to oznacza mnóstwo wywiadów, spotkań, konferencji. Jest to dla mnie dosyć dziwny okres, wymagający ogromnego skupienia i zabierający dużo czasu. Nie ukrywam, że jest to duży wysiłek psychiczny i fizyczny.
Jak sobie z tym radzisz, przecież jeszcze się uczysz…
Mam indywidualny tok nauczania, co oznacza, że nie muszę się uczyć sama, a co jakiś czas mam konsultacje z nauczycielami i zdawanie egzaminów.
Jak twoi rodzice znoszą rozłąkę, nie boją się o ciebie?
Często rozmawiamy przez telefon. Wiem też, że bardzo się o mnie boją, ale jednocześnie mają do mnie zaufanie i wiedzą, że kocham robić to, co robię i że jest to dla mnie najważniejsze w tej chwili.
Czy od czasu, kiedy zostałaś “Idolem” bardzo się zmieniłaś?
Każdy się zmienia. W człowieku cały czas coś się zmienia, odkrywam w sobie i w innych osobach nowe cechy, reakcje, zachowania. Myślę, że to nie jest związane jedynie z tym, co przyniosło ze sobą zwycięstwo w “Idolu”, ale z moim wiekiem i poprzez kontakt z osobami pochodzącymi np. ze środowiska muzycznego.
Stałaś się osobą publiczną, nie doskwiera ci popularność?
Wszystko zależy od nastawienia. Jeśli ktoś podchodzi do ciebie i prosi cię o autograf, a ty traktujesz to jako coś fajnego i sympatycznego, to wytwarza się miła atmosfera. Natomiast jeśli traktujesz to, jak jak dopust boży i masz pretensje do całego świata, wszyscy wokół Ciebie również to wyczuwają. Taka jest cena popularności i trzeba się z tym pogodzić.
Jeśli już mówimy o popularności, to wiadomo, że ma ona też swoje dobre strony. Zdążyłaś już je poznać?
To prawda, że czasami ludzie inaczej cię traktują i pewne bariery łatwiej jest pokonać, ale nie mogę powiedzieć, żebym dzięki popularności załatwiła sobie coś szczególnego. Ona jest raczej pomocna w codziennym życiu, w małych sprawach, dzięki temu czasami ludzie uśmiechają cię i wpuszczają tam, gdzie dla innych drzwi są zamknięte.
A jak układają się
sprawy z chłopakami, masz
teraz z pewnością duże powodzenie.
Na razie nie mam chłopaka. To jest zbyt poważny wybór, żeby dokonywać go na fali zainteresowania moją osobą. Na czymś takim zupełnie mi nie zależy. Myślę, że na wszystko jest odpowiedni czas i miejsce. Czekam na tą jedyną osobę i wiem, że kiedy go spotkam będę wiedziała, że to ten jedyny.
Oglądasz drugą edycję “Idola”?
Raczej tak, ale nie zawsze mam na to czas.
Masz już swoich faworytów?
Przede wszystkim chcę powiedzieć, że w drugiej edycji jest bardzo wysoki poziom. Na razie mam kilku faworytów, ale w finale będę miała okazję bardziej się przyjrzeć uczestnikom i zobaczyć ich w rozmaitym repertuarze. Wtedy wybiorę sobie swojego idola.
Jak odbierasz Kubę Wojewódzkiego, który jest postrachem wszystkich uczestników, teraz z pozycji widza?
Komentarze Kuby zawsze były dla mnie tak samo zabawne. Nawet wtedy, kiedy dotyczyły mojej osoby.
Jakie masz plany na przyszłość.
Ja chcę po prostu śpiewać. Bez względu na to, co się wydarzy w moim życiu, wiem, że będę śpiewać. Muzyka jest dla mnie niezwykle ważna i zajmuje szczególne miejsce w moim życiu. Mam nadzieję, że da mi siłę, żeby przetrwać trudne chwile i będzie powodem, żeby przeżywać wiele tych radosnych.
Zamierzasz się kształcić w kierunku muzyczny?
Śpiewać będą tak czy inaczej i dlatego warto się kształcić muzycznie, ale chcę studiować psychologię.
Chciałabyś kiedyś wystąpić na festiwalu opolskim?
Oczywiście miło jest pojawiać się wszędzie tam, gdzie występują ludzie którzy kochają muzykę i są z nią związani od lat, ale wszystko w swoim czasie.
Poznałaś już ludzi z “branży”?
Tak poznałam kilka takich osób. To so ludzie tacy sami jak my. Mają swoje problemy i radości. Na początku podchodziłam do nich z lekkim dystansem, ale po pewnym czasie bariera się przełamuje. Szczególnie, kiedy widzisz, że ta osoba z tak zwanego świecznika reaguje na wszystko tak samo jak ty. Wtedy przestajesz się krępować.
Masz jakiś muzyczny wzór do naśladowania, swojego idola?
Mam wielu idoli. Nie tylko z branży muzycznej, wśród nich są moi przyjaciele. Natomiast muzycznie imponuje mi Madonna, Pink i Whitney Huston, którą podziwiam i szanuję od wielu lat. Bardzo lubię Gwen Stefani.
Nie wymieniłaś żadnego polskiego nazwiska, uważasz, że rodzimy przemysł muzyczny jest na tak niskim poziomie?.
Wydaje mi się, że polska muzyka jest ograniczana przez strach przed czymś nowym. Przez to, że wytwórnie fonograficzne i rozgłośnie radiowe boją się wypuszczać czegoś nowego. Oczywiście, Polacy potrafią robić dobrą muzykę, ale właśnie z tych powodów idą na różne kompromisy i rezygnują z czegoś swojego na rzecz tego co się na pewno sprzeda.
A ty w przyszłości nie będziesz się bała eksperymentów?
Wprost przeciwnie, chcą żeby moja druga płyta będzie jednym wielkim eksperymentem, ale przemyślanym. Natomiast wracając do polskich idoli, to mam ich oczywiście. Podziwiam Edytę Bartosiewicz, Kasie Nosowską, Kayah oraz Anitę Lipnicką.
Poznałaś już którąś z nich?
W szansie na sukces poznałam Kayah i muszę powiedzieć, że zrobiła na nie niesamowicie dobre wrażenie.
Masz przyjaciół takich prawdziwych, od serca?
Nie używam słowa przyjaciel często. Mam zaledwie trzy osoby, które mogę tak nazwać. Dwie z nich poznałam w Warszawie i od pół roku towarzyszą mi niemal cały czas. Wspierają mnie na każdym kroku i są dla mnie niezwykle ważne. Mam jeszcze przyjaciółkę w Pszczynie, taką sprzed “Idola”. Nie ocenia mnie, nie porównuje, a przede wszystkim, wie, że jestem cały czas tą samą osobą.
Co robisz w wolnym czasie?
Słucham muzyki, rozmawiam z ludźmi, a ostatnio odkryłam zalety samotnego chodzenia do kina. Pomyślałam, że fajnie by było odskoczyć od codzienności. W kinie jestem tylko ja i rzeczywistość wymyślona przez reżysera.
Mieszkasz teraz w Warszawie, opuściłaś rodzinne gniazdo. Czy to była trudna decyzja?
To czeka każdego człowieka, jeden usamodzielnia się szybciej, inny wolniej. Ja może rzeczywiście wkroczyłam w ten etap życia nieco wcześniej niż większość moich rówieśników, ale byłam już na to gotowa, i może dlatego tak łatwo mi to przyszło.
Czego nauczył cię udział w “Idolu”?
Przede wszystkim zapamiętałam to, że ludzie którzy kochają muzykę, bez względu na to jaką i jak śpiewają, powinni się trzymać razem. To jest wspólna pasja i pomimo, że jesteśmy inni, pochodzimy z różnych miast to mamy wspólną pasję i powinniśmy trzymać się razem. Nie pojmuję tego, że wielbiciele rocka negują miłośników popu, ci z kolei nie lubią jazzu, a jeszcze inni disco, lub hip-hopu. Nie szanują innych. Nie wszyscy musimy się tak samo ubierać i słuchać takiej samej muzyki. To nie znaczy, że mi podobają się wszystkie gatunki. Chodzi mi o poczucie pewnej wspólnoty, ta cała nienawiść i negacja niczemu nie służy. Ja szanuję wszystkich ludzi, którzy podobnie jak ja kochają muzykę. Bez względu na gatunek.
Autor artykułu: Rozmawiała Magdalena Kaczor