Archive for the ‘Archiwa z Gazety Opolskiej’ Category

Racławice potrzebne na już

Wednesday, June 4th, 2008

Wicewojewoda Antoni Jastrzembski pojechał wczoraj do Wrocławia na posiedzenie komitetu monitorującego realizację programu Odra 2006, by przekonywać o konieczności szybkiego wybudowania zbiornika retencyjnego w Racławicach Śląskich. Zlewnia Osobłogi to jeden z 13 punktów, gdzie ochrona przecipowodziowa wciąż jest za słaba.

Kilka tygodni temu o tych słabych punktach na mapie województwa debatowało kolegium doradcze wojewody, na ostatniej sesji Sejmiku Wojewódzkiego o ustaleniach kolegium opowiadał radnym wojewoda Ryszard Wilczyński. – To są miejsca, gdzie zagrożenie wystąpi nie tylko w czasie powodzi takiej jak w roku 1997, ale już przy tak zwanej wodzie stuletniej albo nawet większych opadach – mówił.

Osobłoga w rejonie Racławic Śląskich to miejsce newralgiczne: podczas niedawnej fali opadów rzeka przekroczyła tu stan alarmowy a kilka piwnic zostało podtopionych.

- Zbiornik retencyjny jest konieczny – ocenia burmistrz gminy Głogówek Andrzej Kałamarz. – Ale to ogromna inwestycja, która ma kosztować nawet 80 milionów złotych. W najlepszym wypadku będziemy na nią czekać jakieś sześć lat. Do tego czasu trzeba jakoś uregulować 19-kilometrowy odcinek Osobłogi i kanał Młynówki. Rzekę trzeba oczyścić, wyciąć krzaki i drzewa.

Z informacji, jakie trafiły do głogóweckiego magistratu, wynika, że w tym roku na uregulowanie zlewni Osobłogi miało pójść w sumie 800 tysięcy złotych. Po kolegium doradczym wojewody zapadła decyzja, by dołożyć kolejne 400 tysięcy.

A pozostałe punkty? Aż 9 z nich znajduje się w zlewni Odry: w rejonie Ciska i Brzegu ale także samego Opola, gdzie wciąż zagrożony jest Metalchem, Półwieś i wioski w gminie Prószków, gdzie wciąż nie udało się zbudować polderu “Opole” uzupełnionego wałami opaskowymi chroniącymi Winów, Źlinice, Folwark i Boguszyce. Niebezpiecznie jest też w rejonie Białej Głuchołaskiej i Nysy Kłodzkiej, gdzie konieczna jest nie tylko pilna modernizacja zbiornika Głębinów wraz z zagrożoną pęknięciem tamą,ale także poszerzenie koryta rzeki w rejonie Lewina Brzeskiego i Skorogoszczy.

Autor artykułu: Marek Świercz

Nysa: Elżbietanki pod lupą CBA

Wednesday, June 4th, 2008

- Potwierdzam, że zajmujemy się sprawą nyskiego Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek – stwierdził Temistokles Brodowski, z CBA. – Wpłynęła do nas informacja od wójta Nowego Targu dotycząca przywrócenia własności nieruchomości. To doniesienie, jak każde, które otrzymujemy, poddaliśmy czynnościom analityczno-informacyjnym. O dalszych działaniach nie informujemy.

Zawiadomienie do CBA trafiło po tym, jak elżbietanki sprzedały niemal 20-hektarową działkę w Łopusznej prywatnemu przedsiębiorcy. Siostry dostały ją po długich staraniach w Komisji Majątkowej, jako rekompensatę za mienie zagrabione przez komunistów.

Komisja przyznała im dodatkowo odszkodowanie – ponad 800 tys. zł. Działkę sprzedały od razu, co wzbudziło podejrzenia władz Nowego Targu.

- Już wcześniej występowaliśmy, bezskutecznie, do skarbu państwa o tę nieruchomość, której użytkownikiem była Stacja Kontroli Odmian w Łopusznej – mówi zastępca wójta Nowego Targu Stanisław Szeliga. – Gminie zależało na kilku hektarach tej dużej działki, gdzie miały powstać obiekty użyteczności publicznej: szkoła i boiska sportowe. Tego oczekiwali mieszkańcy Łopusznej. , którzy zorganizowali zebranie wiejskie i tam właśnie zapadła decyzja o skierowaniu sprawy pod lupę CBA. Zrobiliśmy to na ich prośbę.

Dlaczego wybrano CBA? – Bo nie chcieliśmy spotkać się z zarzutem, że sprawa jest badana lokalnie – wyjaśnia zastępca wójta. – Gmina nie składała elżbietankom oferty kupna, ale tylko dlatego, że nie wiedziała, że skarb państwa im nieruchomość przekazał.

Elżbietanki nie chcą się wypowiadać.

Autor artykułu: Dorota Kłonowska (Radio Opole)

Nysa: Patroni nie całkiem znani

Wednesday, June 4th, 2008

Nyscy radni jednogłośnie i bez dyskusji nadali nazwy kolejnym dziesięciu ulicom, które powstaną w pobliżu ulicy Franciszkańskiej, niedaleko byłego poligonu wojskowego.

Oprócz tak popularnych postaci, jak św. Elżbieta czy gen. Leopold Okulicki, są także nazwiska ojców franciszkanów , do tej pory znane tylko nielicznym. To pomordowani w marcu 1945 r: ojciec Benno Sonsalla, brat Dionizy Feliks Wegner, brat Ferdynand Mateusz Fluder, brat Kazimierz Jan Froncek, brat Rajmund Kasperczyk i brat Godfryd Bochnigh.

Wnioskodawcą ich upamiętnienia jest proboszcz parafii św. Elżbiety ojciec franciszkanin Faustyn Zatoka. Jego zdaniem przyczyni się to do popularyzacji postaci zakonników, którym w tak tragiczny sposób przyszło zakończyć życie.

– Nazywanie ulic to sprawa specyficzna. Przy Powstańców Śląskich są kamienie, a więc powstały tam ulice Kryształowa czy Bursztynowa. Mamy też Poziomkową – mówi naczelnik wydziału geodezji i architektury Andrzej Rosa. – Nie przesadzajmy, Nysa ma ciekawą historię, którą powinna popularyzować. Nie nadawajmy więc ulicom nazw niewiele mówiących czy też liczb, jak ma to miejsce w USA. Według sekretarza miasta Michała Baziuka, nadawanie ulicom nazwisk osób znanych to już w Nysie tradycja: – Nazwiska ojców franciszkanów są mało znane albo zapomniane, bo nawet radni słabo ich kojarzą. Właśnie przy Franciszkańskiej, zakonnicy zostali zamordowani przez wojska radzieckie i pamięć o nich powinna przetrwać.

Podobnego zadnia jest radny Ryszard Wajdzik: – Skoro taka była propozycja parafii św. Elżbiety, nie widzieliśmy powodu, aby dyskutować i uchwała przeszła jednogłośnie. Przyznam,że wcześniej nie wiedziałem, że tacy ojcowie zostali w Nysie pomordowani. O to właśnie chodzi: o przybliżanie historii – przekonuje.

Uchwałę podjęto, ale za wcześnie jeszcze na zawieszanie tabliczek z nazwami ulic. – To okolice dawnego poligonu, które dopiero będą się zaludniać – tłumaczy naczelnik Rosa.

Nyską ciekawostką jest historia nazwy obecnej ulicy Marii Merkert. Pierwotnie miała t być ulica radzieckiego generała Leluszenki. Kiedy zawisła tabliczka, okazało się,że uchwałę podjęto wbrew prawu, bo generał jeszcze żył, a bohaterami ulic powinni być nieżyjący. . Zmieniono zatem nazwę na ulicę Marii Merkert.

Autor artykułu: Dorota Kłonowska (Radio Opole)

Zyski większe i bezpieczniejsze niż na lokacie

Tuesday, June 3rd, 2008

Wreszcie jest oferta inwestowania skierowana do mniej zamożnych klientów. A jeszcze niedawno szyte na miarę propozycje inwestycyjne gwarantujące zwrot wpłaconych pieniędzy nawet w przypadku poniesienia strat były dostępne tylko dla klientów z najgrubszymi portfelami. W większości przypadków minimalna kwota, którą należało wpłacić, wynosiła 100 tys. zł.

Teraz mogą z nich skorzystać klienci dysponujący 5, a nawet 1 tys. zł. Takie produkty cieszą się coraz większym powodzeniem, ponieważ klientom po ubiegłorocznych spadkach na giełdzie i w funduszach inwestycyjnych zależy przede wszystkim na bezpieczeństwie lokowanych pieniędzy. Wszystko wskazuje na to, że inwestycje z gwarancją kapitału lada dzień staną się ogromną konkurencją dla funduszy inwestycyjnych, które straciły zaufanie drobnych inwestorów i teraz borykają się z brakiem gotówki.

Jak wynika z opublikowanego wczoraj raportu firmy doradczej Open Finance, w produkty z ochroną kapitału (tak zwane produkty strukturyzowane) Polacy wpłacą w tym roku około 7,5 mld zł. To bardzo dużo, zważywszy, że jeszcze rok temu prawie nikt nie wiedział, co to jest “struktura”. Od tamtej pory banki i pośrednicy finansowi wspólnie z towarzystwami ubezpieczeniowymi zaproponowali Polakom już ponad 300 możliwości inwestycyjnych z ochroną wpłaconych pieniędzy.

- Zdecydowana większość “struktur” jest sprzedawana w Polsce jako kilkuletnia polisa na życie – mówi Emil Szweda, analityk Open Finance. – Taka forma poza możliwościami osiągnięcia zysków większych niż na lokacie pozwala także uniknąć 19-procentowego podatku Belki – dodaje.

W większości banków można dzisiaj znaleźć “struktury”, w których minimalny próg wejścia w inwestycję wynosi od 5 do 10 tys. zł. Jednak Getin Bank poszedł dalej. W tym banku klienci mogą już stać się inwestorami, nawet jeżeli dysponują kwotą tysiąca złotych. – Chcieliśmy zagwarantować naszym klientom bezpieczeństwo wpłacanych środków, a jednocześnie możliwość osiągnięcia zysków wyższych niż na zwykłej lokacie – podkreśla Tomasz Tomaszewski, dyrektor ds. klientów detalicznych w Getin Banku.

Zyski w “strukturach” są uzależnione od tego, jak w okresie inwestycji zachowają się instrumenty finansowe, w których lokowane są pieniądze. Nie chodzi jednak o to, by zawsze rosły, a tylko, by zachowały się zgodnie z przewidywaniami twórców produktu. Najprościej mówiąc, klient zakłada się, że np. akcje spółek z danej branży w ciągu trzech lat wzrosną bądź spadną o konkretną wartość. Jeżeli tak się stanie, klient dostaje umówiony wcześniej zysk, np. 50 procent.

Możliwości form inwestowania są setki. Za pośrednictwem “struktur” można np. ulokować pieniądze w spółkach, które w najbliższych latach będą czerpać zyski z rozwoju energii odnawialnych, drożejącej żywności, surowców czy firmach inwestujących w krajach rozwijających się.

Autor artykułu: Łukasz Pałka

Randka z Bobem Dylanem

Tuesday, June 3rd, 2008

Jest stary, brzydki, beczy jak owca, bywa cyniczny i wredny niczym ospa wietrzna. Nie przeszkadza mu to jednak mieć więcej fanów niż Lenin, Lennon i Szekspir razem wzięci. Bilety na jego warszawski koncert sprzedały się szybciej niż bugatti veyron dochodzi do setki (niedobitki krążą jeszcze na aukcjach internetowych). Sprawca całego zamieszania zagra 7 czerwca w klubie Stodoła. To będzie rzadki przypadek międzypokoleniowego zjednoczenia, bo obok emerytów pojawią się też fani w wieku średnim oraz ich dzieci. Tego nie dokonała nawet Maryla Rodowicz.

Warszawski koncert 67-letniego artysty będzie luksusowym smakołykiem dla wszystkich jego fanów. Choć popyt na bilety prawie pięciokrotnie przewyższył podaż, Dylan nie zgodził się na przeniesienie występu do większej sali. Tym razem nie z wrodzonej złośliwości. Mimo że w całej Europie gra w halach i na stadionach, wyraźnie zastrzegł, że koncert w Warszawie dla polskich fanów ma być kameralny. Dzięki temu każdy, kto stawi się w sobotę w klubie, będzie miał artystę na wyciągnięcie ręki. I tak zamiast muzycznego hamburgera rodzimi fani Dylana zostaną uraczeni szampanem i truskawkami.

Co więcej, bard obiecał, że nikt z występu nie wyjdzie z artystycznym niedosytem. Koncert ma trwać bite trzy godziny, a to gwarantuje solidną dawkę songów z przepastnego Dylanowskiego repertuaru. I całe szczęście, bo ostatni raz kompozytor gościł w Polsce w 1994 roku, więc jego miłośnicy są już nieco wygłodniali koncertowych popisów idola.

O ile starzy dylanofile doznają na koncercie przyjemności podobnej do tej, jaką przeżywa się, czytając po raz kolejny ulubioną książkę, o tyle dla nasto- i dwudziestolatków spotkanie na%07żywo z mistrzem może być prawdziwym objawieniem. Bo kto to jest Bob Dylan, każdy wie; że warto iść na jego koncert, to banalna banalność. Ale że wbrew obiegowym opiniom Dylan nie mieszka w parku jurajskim i nie jest tylko nudnym starym pierdziochem z gitarą, nie wszystkie małolaty wiedzą. Czym artysta, który debiutował 46 lat temu (płyta “Bob Dylan”), może zaimponować fanom Jaya- Z, Nirvany i Madonny?

Po pierwsze tym, że to on wymyślił wszystkie gatunki, które uprawiają dziś idole nastolatków. Tak, tak, Bob Dylan jest kimś w rodzaju muzycznego stwórcy, który pierwszego dnia wymyślił protest songi, drugiego rock, trzeciego poezję śpiewaną, we czwartek pop, w piątek hip-hop (zobaczcie DVD z trasy “Don’t Look Back”), w sobotę odpoczywał (bo to szabas), a w niedzielę ruszył w niekończącą się trasę koncertową.

Po drugie – bezkompromisowością miłą sercu każdego młodego człowieka. To przecież on dokonał tego, na co nikt wcześniej się nie odważył: wyciągnął folk z amerykańskiej stodoły i uczynił najpopularniejszym gatunkiem wśród nowojorskich snobistycznych elit. Singel “Blowin’ In the Wind” (pochodził z jego drugiej płyty “The Freewheelin’ Bob Dylan” z 1963 r.) na zawsze zmienił układ w show-biznesie. Folk-popowa melodia (częściowo zerżnięta z ludowej piosenki śpiewanej przez niewolników “No More Auction Block”) w połączeniu z zaangażowany tekstem, interpretowanym jako filozoficzne dywagacje na temat praw człowieka, wywróciły do góry nogami reguły rządzące muzyką rozrywkową. Sukces Dylana przekonał wytwórnie, że artysta z poglądami to też gorący towar.

Po trzecie – buntowniczymi skłonnościami. Muzyk nie tylko przekornie pisał popowe, melodyjne protest songi, nucone później na pacyfistycznych wiecach przeciwko wojnie w Wietnamie lub w obronie praw człowieka, ale i ładował w nie cytaty z literatury, fakty historyczne (jego ostatnia płyta “Modern Times” z 2006 r. prawie w całości poświęcona jest amerykańskiej historii ostatnich dwóch wieków) oraz dywagacje filozoficzne i religijne.

Jego teksty to poetyckie majstersztyki, które trafiają do podręczników literatury (w niektórych zastąpiły nawet poezję Szekspira). W dodatku małolaty chętniej do nich sięgają niż do poezji wieszczów, bo to prawdziwe bryki, dzięki którym odkrywają Balzaka, Woltera, Monteskiusza i Dostojewskiego. Ale Dylan, choć już trzykrotnie był nominowany do Nagrody Nobla, nie robi z siebie intelektualnego guru. Swoją twórczość kwituje niezbyt poetycko: “Wyrzyguję to, czym nasiąkam”.

Tak, moi drodzy, Bob Dylan może jest stary, brzydki i wredny. Ale za kolejne 10 lat na jego koncert znów przyjdą tłumy. I to nie tylko nudnych starych pierdziochów.

Autor artykułu: Dagny Kurdwanowska

Radwańskie zjedzą kolację z Henin

Tuesday, June 3rd, 2008

Po odpadnięciu Agnieszki Radwańskiej w tegorocznym Roland Garros zostali nam już tylko Mariusz Fyrstenberg (razem z Czeszką Vladimirą Uhlirovą awansował do drugiej rundy miksta) i juniorzy.

Co ostatni zaczęli bardzo dobrze. W niedzielę wieczorem mecz wygrał Jerzy Janowicz. Wczoraj w jego ślady poszła Sandra Zaniewska, która pokonała 7:5, 7:5 Ukrainkę Ludmiłę Kiczenok.

W Paryżu wciąż są jeszcze siostry Radwańskie. Tym razem z powodu Uli, która będzie odbierać we wtorek nagrodę dla najlepszej juniorki świata w 2007 roku. Ich ojciec zdradził nam, że podczas uroczystej kolacji zorganizowanej przez Międzynarodową Federację Tenisową (ITF) rodzina Radwańskich usiądzie przy jednym stoliku z Belgijką Justine Henin i Szwajcarem Rogerem Federerem.

Ula wraca do Polski w środę, by przygotowywać się doWimbledonu (ma duże szanse na dziką kartę). Agnieszka zostanie we Francji do czwartku. Nasza najlepsza tenisistka wciąż narzeka na kontuzję, przez którą najprawdopodobniej przegrała w IV rundzie z Serbką Jeleną Janković.

- Córka miała we wtorek rano zabiegi laserowe. Na razie wygląda to coraz gorzej, a nie coraz lepiej. Ręka spuchła jej jak bania – przyznaje Radwański. – Z tego powodu zdecydowaliśmy się odwołać jej start w rozpoczynającym się 9 czerwca turnieju w Birmingham. Agnieszka zagra dopiero tydzień później w poprzedzającym Wimbledon turnieju w Eastbourne – dodaje papa Radwański.

Wtorek wyłonił również pierwszych seniorskich ćwierćfinalistów. Chilijczyk Fernando Gonzalez bez większych problemów wygrał 7:6 (4), 6:3, 6:1 z Amerykaninem Robbym Gineprim. W czołowej ósemce pań jest również pogromczyni Marty Domachowskiej Jelena Dementiewa. Rosjanka pokonała 6:4, 1:6, 6:2 swoją rodaczkę Wierę Zwonariową.

Mecze Rogera Federera z Francuzem Julienem Benneteau i Rosjanek Marii Szarapowej z Dinarą Safiną zostały przerwane z powodu deszczu i zakończyły się po zamknięciu tego wydania “Polski”. Spotkania z Francuzką Kristiną Mladenovic nie dokończyła również Polka Katarzyna Piter (prowadziła 6:2, 2:1).

Autor artykułu: Hubert Zdankiewicz, Paryż

Monety i złoto dadzą zarobić inwestorom

Saturday, May 31st, 2008

Serca numizmatyków rozpaliła wczoraj kolejna moneta kolekcjonerska, którą wyemitował Narodowy Bank Polski. Zdaniem ekspertów liczba kolekcjonerów w Polsce z dnia na dzień rośnie. Ostrzegają ich jednak, że kupowanie numizmatów trzeba traktować jak inwestycję na lata. Tylko wtedy przyniesie ona duże zyski.

Do obiegu trafiły wczoraj trzy rodzaje monet wyemitowanych z okazji 10. rocznicy śmierci Zbigniewa Herberta. Złota moneta o nominale 200 zł przedstawia pomnik Marka Aureliusza na rzymskim Kapitolu razem z tytułem jednego z wierszy poety: “Do Marka Aurelego”. Trzeba za nią zapłacić 1550 zł.

Z kolei srebrna 10-złotówka przedstawia wizerunek Zbigniewa Herberta, podpisany tytułem innego z wierszy: “Nike, która się waha”. Cena – 61 zł. Wreszcie do obiegu trafiło 1,5 mln monet 2-złotowych z wizerunkiem poety. Można je wymieniać za zwykłe 2-złotówki w oddziałach NBP.

- To najładniejsze ze wszystkich monet, które NBP wyemitował w tym roku – zachwyca się Dariusz Leśniak, szef portalu numizmatycznego Emonety.pl.

Jego zdaniem “Herbert” będzie się cieszył dużym zainteresowaniem wśród kolekcjonerów, choć z pewnością nie takim jak “Sokół wędrowny”, który na początku roku przyciągnął pod oddziały NBP setki osób.

- Teraz z rynku na szczęście wykruszyła się większość spekulantów, którzy po załamaniu na giełdzie szukali szybkiego zysku gdzie indziej – podkreśla Dariusz Leśniak. – Zostali głównie ci, którym zależy przede wszystkim na długoterminowych inwestowaniu w numizmaty – dodaje.

Wejście na początku tego roku, a następnie wyjście z rynku licznej grupy spekulantów spowodowało, że napompowane jeszcze kilka miesięcy temu ceny niektórych monet znacznie spadły. Przykładem może być właśnie “Sokół wędrowny”. Jeszcze w styczniu cena tego srebrnego numizmatu o nominale 20 zł dochodziła na aukcjach internetowych do 500 zł, podczas gdy cena emisyjna w NBP wynosiła 91 zł. Teraz można go znaleźć na aukcjach nawet za 150 zł. Podobnie było z “Sybirakami”, którzy stracili ok. 20 proc. i dzisiaj monetę o nominale 10 zł można kupić już za 90-100 zł. Trochę więcej, bo ok. 130 zł, trzeba zapłacić za z monetę z hologramem, wyemitowaną w 2007 roku z okazji 150. rocznicy urodzin Konrada Korzeniowskiego.

Trudno na razie powiedzieć, ile dadzą zarobić monety z Herbertem. Zdaniem ekspertów można jednak spokojnie spodziewać się zysków na poziomie kilkunastu procent rocznie. Tym bardziej że nakład tej srebrnej monety był o ponad 20 tys. sztuk mniejszy niż “Sybiraków”. Kolekcjonerzy będą mieli w tym roku jeszcze niejedną okazję do ulokowania pieniędzy w numizmatach. Jeszcze w czerwcu NBP wyemituje 125 tys. srebrnych monet z serii “Zabytki kultury materialnej w Polsce”. Tym razem moneta będzie poświęcona Kazimierzowi Dolnemu. Pod koniec lipca kolekcjonerzy dostaną szansę kupienia okolicznościowych monet z okazji olimpiady w Chinach. Kolejne serie szykują się dopiero po wakacjach. Ciekawie zapowiada się wrześniowa emisja z serii “Polscy podróżnicy i badacze”, której NBP wybije zaledwie 58 tys. sztuk. To najmniejsza emisja zaplanowana na ten rok.

Razem z liczbą kolekcjonerów monet rośnie także popyt na złoto. – Jego cena spadła do poziomu poniżej 1 tys. dol. za uncję i głównie złotnicy robią zapasy – przyznaje Dariusz Leśniak. Prognozy analityków mówią , że po chwilowej korekcie ceny tego surowca w ciągu kilkunastu miesięcy mogą poszybować do poziomu z 1,2 tys. dol. za uncję. Dlatego obok monet kolekcjonerskich warto pomyśleć o inwestycjach w złoto. Można to zrobić, kupując nie tylko złote monety. Dostępne są też tzw. sztabki lokacyjne.

Jak zostać kolekcjonerem monet

Zacznij od abonamentu.

To najprostszy i najbezpieczniejszy sposób, by zacząć kolekcjonować monety. Dzięki opłaceniu abonamentu w Narodowym Banku Polskim będziesz miał prawo do zakupu wszystkich monet emitowanych w danym roku po ich cenie emisyjnej. Szczegółowe informacje można znaleźć na stronie www.nbp.pl.

Sprawdź sprzedawcę.

Monety kolekcjonerskie poza NBP można również kupić w oddziałach banku PKO BP, a także u pośredników. Ich listę również można znaleźć na stronie www.nbp.pl. Warto ich sprawdzić przez zakupem.

Inwestuj na lata.Wtedy zyskasz najwięcej. Dla niektórych kolekcjonerów monety to najlepsza lokata kapitału na emeryturę bądź na przyszłość dla dziecka.

Autor artykułu: Łukasz Pałka

Kieszonkowe dzieci idzie na komórki

Saturday, May 31st, 2008

Polscy rodzice są coraz hojniejsi wobec swoich pociech. Przeciętnie dziecko na osobiste wydatki dostaje około 55 zł, ale nastolatek w wieku 15-18 lat może liczyć nawet na 80 zł – wynika z najnowszego badania IPSOS. Dla porównania pięć lat temu średnie kieszonkowe wynosiło 38 zł.

Kieszonkowe dostają nawet dzieci w wieku od 4 do 10 lat, choć są to sumy dużo skromniejsze – ok. 30 zł.

Wzrasta też liczba rodziców, którzy dają swoim pociechom pieniądze. Obecnie robi to już 70 proc. opiekunów, o 10 proc. więcej niż w 2003 r. To oznacza, że ok. 4,9 mln dzieci dysponuje rocznie łączną kwotą ok. 3,2 mld zł. Dlatego też nasze pociechy są atrakcyjnym klientem dla coraz szerszego grona producentów i dostawców usług. Największymi beneficjentami w ostatnich latach stały się sieci telefonii komórkowej.

- Już 15 proc. rodziców deklaruje, że ich pociechy większość pieniędzy przeznaczają na rachunki i karty telefoniczne – mówi Małgorzata Zając z firmy IPSOS. Tymczasem pięć lat temu tego typu wydatki stanowiły margines.

Coraz częściej nastolatki trwonią kieszonkowe także na kosmetyki (ok. 12 proc.), ubrania, gazety i czasopisma (po ok. 11 proc.). Ubolewa nad tym McDonald’s , bo jeszcze pięć lat temu dzieci swoje oszczędności prawie w całości wydawały głównie na słodycze i jedzenie. Teraz najstarsza młodzież, ta powyżej 15. roku życia, na tego typu wydatki przeznacza zdecydowanie mniej niż połowę swojego kieszonkowego.

Młodego klienta coraz częściej dostrzegają też banki. – Większość placówek oferuje już konta młodzieżowe. Obserwujemy też modę wśród dzieci na karty płatnicze. Jej posiadanie staje się atrybutem dorosłości – mówi Paweł Majtkowski z firmy doradczej Expander. Niestety, konta dostępne są przede wszystkim dla dzieci powyżej 13. roku życia, gdyż zgodnie z prawem tylko osoby powyżej tego wieku mogą podpisywać wiążące umowy prawne.

- Każde dziecko bez ograniczeń wiekowych może natomiast posługiwać się kartą przedpłaconą – mówi Paweł Majtkowski. Takie karty wydaje jak na razie tylko Bank Zachodni WBK. W tym przypadku dziecko nie musi mieć osobnego konta, na rachunku rodzica tworzony jest osobny podrachunek, na który przelewane są pieniądze.

Autor artykułu: Joanna Pieńczykowska, Tomasz Ł. Rożek

Prywatne przedszkole to teraz bardzo dobry biznes

Saturday, May 31st, 2008

Prywatne przedszkola stają się coraz lepszym biznesem. Chętnych do ich założenia kusi nie tylko duży popyt na takie usługi i przyzwoity zarobek (w największych miastach stawka za dziecko na poziomie 700-800 zł miesięcznie nikogo już nie dziwi), ale też szansa na uzyskanie dofinansowania biznesu z Unii Europejskiej.

W tym roku przybędzie nam prawie 390 tys. maluchów, a w przyszłym – 420 tys. Demografowie ostrożnie szacują, że liczba dzieci w wieku 3-6 lat wzrośnie w najbliższych pięciu latach z ok. 1,5 mln obecnie do ponad 1,8 mln w 2015 r. Duża ich część powinna trafić do przedszkoli, bo młode mamy, zachęcone przez niskie bezrobocie i coraz wyższe zarobki, chcą godzić macierzyństwo z pracą.

Niestety, będą miały z tym problem. Od 17 lat liczba przedszkoli w Polsce spadała. O ile w 1991 r. było ich 12,3 tys., to w 2007 r. – już tylko 7,8 tys. W samej Warszawie brakuje 3 tys. miejsc, czyli z kwitkiem z publicznej placówki odchodzi co trzeci rodzic. Podobnie jest w innych miastach: w Szczecinie deficyt ocenia się na 700 miejsc, a w stosunkowo niewielkim Tczewie – na 150 miejsc.

Miejsce po wycofującym się z opieki nad dziećmi samorządzie wypełnia prywatny kapitał. Obecnie działa w Polsce ok. 1440 prywatnych przedszkoli. Znalazło w nich miejsce 81 tys. dzieci. Jest szansa, że od 1 września przedszkoli, zwłaszcza małych, zacznie szybko przybywać, bo rząd planuje ułatwienia dla przedsiębiorców zainteresowanych tym biznesem. Zostaną złagodzone niektóre wymogi, na przykład wreszcie nie trzeba będzie szukać lokalu o wysokości 3 m. Wystarczy standardowe 2,5 m. Przedsiębiorcy będą mogli liczyć na dofinansowanie biznesu przez gminy oraz z unijnego Programu Operacyjnego “Kapitał Ludzki”. Niestety, nadal będzie konieczna książeczka sanepidu, choć większość małych placówek prowadzą mamy, które na co dzień zajmują się własnymi dziećmi.

- Rząd pracuje też nad programem wsparcia dla małych przedszkoli z budżetu – mówi “Polsce” Aleksander Tynelski z MEN. – Chcemy, żeby liczba takich placówek wzrosła z 800 do 1,2 tys. na koniec 2009 r. – dodaje.

Na razie jednak głód na rynku opieki nad maluchami jest olbrzymi. Dlatego od września opłaty za przedszkola prywatne w największych miastach pójdą w górę nawet o 10-15 proc. Na przykład w największej warszawskiej sieci prywatnych przedszkoli Smerf czesne wzrośnie z 600 do 700 zł miesięcznie, a w sieci Jacek i Agatka – z 720 do 820 zł. Podobnie jest w innych miastach Polski.

Mimo tak wysokich opłat prywatne placówki przeżywają oblężenie. W najlepszych przedszkolach miejsc nie było już w lutym, jeszcze przed ogłoszeniem wyników rekrutacji do państwowych placówek. Sytuacja zaczyna przypominać to, co dzieje się w najlepszych szkołach podstawowych, do których już 2-3 lata temu rodzice zapisywali dzieci, jeszcze zanim przyszły one na świat. Teraz noworodki zapisuje się także do przedszkoli. W artystycznym przedszkolu niepublicznym Promyk w Tychach przyjmowane są już zapisy na rok 2010.

Wzrostowi opłat sprzyja też coraz droższa praca opiekunek. W największych miastach w ciągu ostatnich 2-3 lat ich płace skoczyły nawet o 100 proc.

- W 2007 r. we Wrocławiu opiekunki do dzieci żądały za godzinę 5-6 zł. Teraz stawki wzrosły do 10-13 zł. Panie oczekują miesięcznie do 1300 zł %07- mówi Marzena Jadlińska, właścicielka Biura Opiekunek i Gosposi “Koncepcja” z Wrocławia.

Brak równowagi na rynku sprzyja, niestety, łamaniu prawa. UOKiK właśnie zakończył kontrolę w 200 niepublicznych przedszkolach. 82 proc. z nich naruszało prawa konsumenta, na przykład wymuszając lichwiarskie odsetki za spóźnioną opłatę za dziecko.

Koszty opieki

Przedszkola publiczne

- Warszawa: 83,60 zł + stawka żywieniowa ok. 120 zł miesięcznie
- Wrocław: 169 zł + stawka żywieniowa ok. 100 zł
- Kraków: 135,12 + 120 zł.
- Poznań: 144,13 zł + 100 zł

Przedszkola prywatne

- Warszawa: teraz 600-700 zł, od września o 50-100 zł więcej
- Wrocław: teraz 450 zł, od września średnio o 40 zł więcej
- Kraków: teraz 400 zł, od września średnio o 30-40 zł więcej
- Poznań: teraz 500 zł, od września średnio o 50 zł więcej

Opiekunka do dziecka

- Warszawa: 1500-1800 zł
- Wrocław: 1200-1500 zł
- Kraków: 1000-1450 zł
- Poznań: 1110-1600 zł

Stawka za godzinę waha się od 6 do 10 złotych.

Autor artykułu: Alina Białkowska, Joanna Pieńczykowska

Bajm zagra, Beata zaśpiewa

Friday, May 30th, 2008

Zespół Bajm jednak wystąpi na 45. Festiwalu Polskiej Piosenki. Grupa wahała się z powodu zbyt wczesnej godziny recitalu. Mają zacząć grać o godzinie 20.15, a wtedy będzie jeszcze jasno i zabraknie odpowiedniego klimatu do występu gwiazdy. Z tego samego powodu ze swojego recitalu zrezygnowała Edyta Górniak, o czym pisaliśmy wczoraj w “Gazecie Opolskiej”.

Zespół Bajm razem z menadżerem zdecydował się jednak wystąpić z recitalem z okazji 30-lecia działalności artystycznej. – To nie była łatwa decyzja, ale zagramy dla naszych fanów, których nie chcemy zawieść – powiedział nam Andrzej Pietras, menadżer Bajmu. – Mamy pomysł jak poradzić sobie z brakiem odpowiedniego klimatu z powody zbyt wczesnej pory, ale na razie go nie zdradzimy.

Bilety na opolski festiwal będzie można kupować od przyszłego czwartku, od godz. 9, w Miejskim Ośrodku Kultury. MOK %07nie prowadzi rezerwacji. Na razie nie wiadomo jeszcze ile dokładnie biletów będzie w sprzedaży. Ceny: od 40 do 110 złotych

Autor artykułu: Maciej T. Nowak