Pijany na kosiarce

May 23rd, 2008

42-latek nie może narzekać na brak fantazji. We wtorek, o 15.40, jeździł po ulicach Zaodrza kosiarką do trawy. Był kompletnie pijany. We krwi miał prawie 3 promile alkoholu. Swoim zachowaniem wzbudził podejrzenia straży miejskiej, która wezwała policję. Mundurowi zatrzymali kierowcę z fantazją. Przed przesłuchaniem musiał do siebie dojść w izbie zatrzymań. Kosiarkę zabezpieczono i oddano właścicielowi firmy, w której pracował 42-latek.

Mężczyzna straci prawo jazdy i nie będzie mógł na razie prowadzić żadnych pojazdów mechanicznych.

Autor artykułu: MAN

Gimnazjaliści muszą poczekać do czerwca

May 20th, 2008

Gimnazjaliści, którzy stracili na egzaminie punkty, bo nie przerabiali “Kamieni na szaniec” czy “Syzyfowych prac”, otrzymają specjalne zaświadczenia, ale dopiero w połowie czerwca. – Decyzję podejmiemy po 12 czerwca, po ogłoszeniu wyników testu – zapowiada nowa kurator oświaty Hanna Bilik, którą wczoraj wojewoda Ryszard Wilczyński przedstawił mediom na konferencji prasowej. W kraju rodzice gimnazjalistów grożą sądami, na Opolszczyźnie jest na razie spokojnie. Jak poinformowała nas rzecznik Kuratorium Oświaty Alicja Świątkowska do tej pory wpłynęła tylko jedna skarga od rodziców ucznia z gimnazjum w Kędzierzynie-Koźlu.

Indywidualne zaświadczenia to pomysł resortu oświaty. Miałyby pomóc dzieciom w dostaniu się do wymarzonego liceum, nawet gdyby uzyskały zbyt mało punktów z części humanistycznej. – Zaświadczenia będą rozpatrywane na poziomie każdej szkoły – mówi kurator Bilik i dodaje: – Kuratorium nie może niczego narzucić dyrektorom szkół.

Szkoły ponadgimnazjalne na Opolszczyźnie dysponują większą ilością miejsc niż jest chętnych, więc każde dziecko będzie mogło kontynuować naukę. Problem wystąpi jednak w renomowanych liceach, do których chcą się dostać najlepsi. – Dzieci wybitnie zdolne nie powinny mieć kłopotów z dostaniem się do liceum, bo nadrobią punktami z matematyki – uspokaja opolska kurator oświaty. Co jednak z uczniami mniej zdolnymi, dla których kilka punktów może decydować o szkolnej przyszłości? Hanna Bilik przyznaje, tu może być problem. – W całej tej sprawie najbardziej poszkodowane są dzieci. Chcemy im pomóc wydając zaświadczenia, choć mamy świadomość, że nie jest to rozwiązanie do końca sprawiedliwe – przyznaje. – Przede wszystkim nie powinno być tak, że test koncentruje się tylko na jednej czy dwóch lekturach. W następnym roku na pewno to się zmieni.

Kurator dodaje jednak, że nie powinno być i tak, że nauczyciele nie omawiają na lekcjach podstawowych lektur, takich jak “Syzyfowe prace”. – Zwłaszcza, gdy są to teksty z wcześniejszych epok. Dzieci powinny zdążyć je przeczytać podczas trzech lat nauki w gimnazjum. Nauczyciele wiedzą, kiedy są egzaminy i powinni tak zaplanować program, by te najważniejsze lektury omówić przed terminem egzaminu – mówi kurator Bilik.

Dodajmy, że gimnazjalna afera była w regionie przedmiotem ostrych komentarzy lokalnych polityków. Były wiceminister edukacji Sławomir Kłosowski z PiS zarzucił minister Krystynie Hall, że próbuje zwalić odpowiedzialność za błędy resortu na uczniów, nauczycieli a na koniec wreszcie na autorów testów.

Autor artykułu: Natalia Musiał

Opolski biznes walczy o większe limity emisji CO2

May 20th, 2008

Wojewoda oraz opolscy parlementarzyści pomogą miejscowym firmom z branży cementowej, wapienniczej i koksowniczej lobbować w Warszawie.

Filmy chcą by politycy wsparli je w uzyskaniu korzystnych limitów emisji dwutlenku węgla. Wczoraj w tej sprawie spotkali się przy okrągłym stole w Urzędzie Wojewódzkim.

O problemie dotyczącym niskich limitów emisji CO2 pisaliśmy w “Gazecie Opolskiej” już w sobotę. Za małe limity przyznane przedsiębiorstwom mogą skutkować znaczącym wzrostem cen, a w skrajnym przypadku nawet zaprzestaniem produkcji.

- Czujemy się poważnie zagrożeni – mówił Tomasz Laskowski, dyrektor Opolwapu.

Problem dotyczy Cementowni Górażdże, Cementowni Odra, Zakładów Koksowniczych Zdzieszowice, Zakładów Wapienniczych Lhoist, Lhoist Opolwap z Tarnowa Opolskiego oraz Huty Szkła w Jedlicach. Przedsiębiorstwa postanowiły połączyć siły.

Na wczorajsze spotkanie przyszło czterech parlamentarzystów: poseł Maciej Tusk i senator Ryszard Knosala z PO oraz poseł Jan Religa i senator Norbert Krajczy z PiS.

Razem z przedstawicielami zainteresowanych firm ustalono, że do piątku wojewoda ma otrzymać wspólne stanowisko w sprawie CO2. W poniedziałek przekaże je parlamentarzystom, którzy zabiorą je do Warszawy. Maciej Tusk zadeklarował, że dostarczy %07je na wtorkowe posiedzenie sejmowej komisji ochrony środowiska.

Firmy ze wspomnianych branż w projekcie podziałów emisji dwutlenku węgla dostały za małe limity. Branża energetyczna dąży do zmiany projektu na swoją korzyść, co oznacza kolejne straty dla innych gałęzi przemysłu.

Jeśli nie dostaną limitów jakie potrzebują będą je musiały dokupić na wolnym rynku. Jedna tona kosztuje obecnie ok. 24 euro. Może to podnieść cenę tony wapna – które kosztuje 250 zł – o 84 zł. Wówczas lepiej będzie sprowadzić ten towar z Białorusi.

- Będziemy kupować limity na giełdzie – mówi Andrzej Rybarczyk, prezes Cementowni Odra. – A jak będzie duży popyt, a na pewno będzie, to cena może iść w górę, nawet do 50 euro.

- Chodzi nam o to, by nie przydzielać branży energetycznej kolejnych limitów, kosztem innych branż przemysłu – tłumaczył Tomasz Laskowski.

Szefowie opolskich firm mówili, że o większe limity walczy energetyka, która nie przeprowadziła modernizacji elektrowni i dzisiaj emituje bardzo dużo CO2. Co innego wspomniane branże, które poniosły spore nakłady, stały się bardziej ekologiczne i teraz spotyka je za to taki “prezent”.

- Cement może zdrożeć o 30-40 procent – tłumaczył Jan Deja, dyrektor Stowarzyszenia Producentów Cementu. – Energetycy straszą nas podwyżkami cen prądu. Tymczasem ta cena może wzrosnąć tak na prawdę o 2-4 procent. Elektrownie walczą o większe limity, a już teraz sprzedają je na giełdzie.

Problem niskich limitów emisji CO2 nie dotyczy tylko Opolszczyzny, ale całego kraju.

Autor artykułu: Maciej T. Nowak

Przesłuchani na odległość

May 20th, 2008

Ile czasu i pieniędzy można zaoszczędzić na komputeryzacji sądów pokazała wczorajsza rozprawa w procesie gangu Aleksandra K., ps. “Alek”.

Sąd Okręgowy w Opolu miał do przesłuchania dwóch świadków przebywających w Elblągu. Gdyby nie było możliwości połączenia się drogą elektroniczną z tamtejszym sądem, trzeba by ich przywieźć do Opola. To ładne kilka setek kilometrów.

Cała rozprawa trwała jakieś 15 minut, gdyż obaj przesłuchiwani odmówili złożenia zeznań. Mieli do tego prawo, gdyż zostali oskarżeni razem z “Alkiem”. Z powodu procesu, który przeciw nim toczy się w Elblągu nie mogli uczestniczyć w procesie opolskim.

Proces gangu “Alka” dobiega już końca. Oskarżonym prokuratura zarzuciła, że działali w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym. Na koncie mają handel bronią, rozboje, oszustwa, korumpowanie strażnika więziennego… %07Nie przyznają się do winy.

Autor artykułu: MAN

Noc skarbów, cudów i dziwów w Nysie i Opolu

May 19th, 2008

- Gdyby nie ta noc muzealna prawdopodobnie nigdy byśmy tu nie przyszły – mówiły dwie nyskie emerytki, które do trzeciej nad ranem dzielnie uczestniczyły we wszystkich atrakcjach, jakie przygotowało muzeum.

A było ich niemało. Najpierw walczyli rycerze Księstwa Nyskiego, potem Katarzyna Różycka, kustosz Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu, zastanawiała się, czy legenda Wilgefortis, kobiety z brodą, to prawda czy legenda. Wystawiony był też bezcenny obraz z warsztatu Łukasza Cranacha Starszego – “Judyta z głową Holofernesa” . Nad wszystkim górował sopran prof. Marii Czechowskiej – Królikowskiej, która ze swoimi wrocławskimi studentami wystąpiła w porywającym koncercie.

Atrakcji i mocnych wrażeń – bo zwiedzających straszyły najprawdziwsze duchy w białych szatach umazanych krwią – nie wytrzymały korki. – Na szczęście pogotowie energetyczne i usunęło awarię – cieszyła się dyrektor muzeum Małgorzata Radziewicz. Przygotowując muzealną noc skarbów zaprosiła do współpracy nyską młodzież. Dziewczęta i chłopcy przebrani w historyczne stroje tańczyli w muzealnych salach i oprowadzali gości.

- Jest pięknie – zachwycał się nyski przedsiębiorca Piotr Nowicki. – Przyszliśmy tutaj z rodzinami i dopiero teraz wiemy, że to muzeum jest także nasze. Najbardziej podoba nam się kolekcja rzemiosła nyskiego. Nie chce się wierzyć ,że te cudeńka wyszły spod rąk nyskich złotników, stolarzy, szklarzy. Świetna jest także atmosfera – środek nocy a przychodzą setki nysan.

Piotra Nowickiego zafascynowała także rzeźba Wilgefortis , która chciała ofiarować swą czystość Bogu, lecz ojciec znalazł dla niej kandydata na męża. Modliła się więc żarliwie o odebranie urody w efekcie czego na jej twarzy pojawił się zarost. Do wczoraj Wilgefortis była skrywana w muzealnych zbiorach, teraz znaleźli się sponsorzy, których hojność pozwala na takiej jej zabezpieczenie,że bez szkody dla zabytku będzie wystawiana na ekspozycji stałej.

- Nie wiem, po co przychodzicie tu w środku nocy i mnie budzicie, skoro możecie to oglądać w biały dzień – żartował w nyskiej katedrze ksiądz prałat Mikołaj Mróz. Od 23.00 do 1.00 przy ołtarzu głównym była prezentowana złota monstrancja wysadzana około stu płasko szlifowanymi diamentami. Wykonał ją w 1740 r. wrocławski złotnik Georg Nawarra. Podobne dzieło znajduje się w czeskiej Pradze i nosi nazwę Praskiego Słońca.

– Mu tu mamy nasze Nyskie Słońce – zachwalał proboszcz , który na co dzień przechowuje monstrancję w Skarbcu św. Jakuba. Oprowadzając wycieczki był przekonany, że monstrancja jest wysadzana kryształami górskimi. Z błędu wyprowadził go dopiero znawca z Niemiec, Grube kamienne mury skarbca chronią ten sakralny zabytek. Jest też używany podczas największych kościelnych uroczystości. Jak wtedy radzi sobie prałat z jego zabezpieczeniem? – Mam swoich goryli – żartuje proboszcz.

Aż do trzeciej rano na historycznym dziedzińcu Pałacu Biskupiego było głośno i jasno – z imponującym widowiskiem wystąpili tancerze ognia.

Muzealne Noce Skarbów zorganizowały także Muzeum Śląska Opolskiego i Muzeum Wsi Opolskiej.

Autor artykułu: Dorota Kłonowska, Radio Opole

To nie jest dobra tabletka

May 19th, 2008

Opolscy ginekolodzy podają swoim pacjentkom tabletki, które w Polsce są niedozwolone dla kobiet w ciąży. Chodzi o lek o nazwie cytotec.

Sześciokątną białą tabletkę aplikuje się przed porodem, dopochwowo. Wywołuje ona silne skurcze. Ma pomagać urodzić, ale…

Lekarze wiedzą doskonale, że ten lek to dynamit, jego działanie jest nieobliczalne. Tabletka działa przez 24 godziny. Nie wiadomo tylko dokładnie kiedy zacznie.

Znamy szczegółowo dwa przypadki porodów, przy których stosowano cytotec. Dzieci, które się wówczas urodziły były “skrajnie niedotlenione”, dziś są niepełnosprawne.

Pani M. z powodu silnych skurczów, których dostała po podaniu cytotecu pękła macica. Jej syn dziś ma 3,5 roku. Ma porażenie mózgowe. Nie chodzi, nie biega. Dopiero teraz zaczyna siadać, chwytać zabawki. Do końca życia będzie rehabilitowany.

Pani S. cytotec w opolskim szpitalu ginekologicznym aplikowano dwukrotnie.

Jak to możliwe, że lek, którego podawanie kobietom w ciąży jest zabronione, jest stosowany przez opolskich ginekologów?

- Tajemnicą poliszynela jest, że w opolskim szpitalu ginekologicznym podawano zakazany lek – mówi Grzegorz Stasikiewicz, opolski adwokat.

Jeden z naszych informatorów powiedział nam, że zna co najmniej kilkanaście przypadków zastosowania cytotecu. – Recepty na niego wypisywał doktor G., który ma prywatny gabinet. Leczy się u niego wiele osób. Dzisiaj jednak nikt tego nie potwierdzi.


Tomek M. przyszedł na świat 25 sierpnia 2004 r. Od razu po urodzeniu był reanimowany. Pierwsze dwa tygodnie życia spędził pod respiratorem. Do końca życia będzie musiał być rehabilitowany.

O podaniu przed porodem białej tabletki o nazwie cytotec przez położną, na izbie przyjęć opolskiego szpitala ginekologicznego, najpierw w prokuraturze, a później w sądzie, mówiła pani M. To samo zeznawał jej mąż. Stosowaniu tabletki zdecydowanie zaprzeczyła położna, która ją aplikowała (po nieudanym porodzie zwolniła się ze szpitala), lekarz M. oraz Beata B. (lekarka, którą skazano na dziesięć miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata za nieprawidłowości, których dopuściła się przy porodzie pani M.).

- Doktor M. nie przekazywał mi żadnej informacji o podaniu tej tabletki. Ten lek jest u nas zabroniony – przekonywała w sądzie Beata B.

Lekarze twierdzili, że gdyby wiedzieli o zastosowaniu tego leku, to natychmiast skierowaliby pacjentkę na cesarskie cięcie, które uratowałoby zdrowie jej synka. Pani M., przed porodem, słyszała jednak rozmowę lekarzy M. i B., w trakcie której mówili o podaniu tabletki.

- Oskarżona miała świadomość podania przez inną osobę cytotecu, który jest niedopuszczony do użytku – stwierdził prowadzący proces lekarki sędzia Piotr Wieczorek dając tym samym wiarę zeznaniom małżeństwa M. Wojciech Guzikowski, zastępca dyrektora do spraw leczniczych w Szpitalu Ginekologiczno-Położniczym w Opolu, który był przesłuchiwany w tej sprawie jako świadek, sam przyznał w sądzie, że lek jest niedopuszczony i po jednym z nieszczęśliwych porodów zabronił jego stosowania.

Poród pani S. odbył się 27 marca 2001 r. O błędy popełnione w jego trakcie oskarżono ginekologa Bogusława M. oraz położną Katarzynę D. Proces ciągnie się przed Sądem Rejonowym w Gliwicach.

Opolska prokuratura stawiając zarzuty oskarżonym, uznała, że cytotec w tym przypadku nie był bezpośrednią przyczyną nieszczęśliwego porodu. Wpłynęły na to inne zaniedbania: brak opieki nad rodzącą, podawanie leków bez kontrolowania efektów ich działania, brak natychmiastowej fachowej akcji ratunkowej po narodzinach noworodka.

Bezsporne jest jednak to, że cytotec podano rodzącej S. i to dwukrotnie. Najpierw 22 marca 2001 r., dr Guzikowski podjął próbę prowokacji porodu podając lek – bez efektu. Na kolejną prowokację zdecydował się cztery dni później.

Biegli oceniający pracę lekarza M. i położnej D. stwierdzili: “Cytotec był lekiem niedopuszczonym do stosowania w położnictwie [...] Przyczyną niedotlenienia było stosowanie środków naskurczowych bez ścisłego nadzoru, ponieważ poród był przeprowadzany z zastosowaniem środków farmakologicznych stymulujących czynność skurczową macicy, które zwiększają ryzyko niedotlenienia płodu oraz zagrożenie pęknięcia macicy, nadzór ten powinien być ciągły…”

Opolska prokuratura doskonale wie o stosowaniu niedozwolonej tabletki, jednak do tej pory nikomu z tego tytułu nie postawiła zarzutów.

Cytotec już częściowo legalny

Niedawno sytuacja prawna cytotecu (znanego też pod nazwą mizoprostol) trochę się zmieniła. Nie jest on już całkowicie zakazany w położnictwie.
Można go stosować w ściśle określonym przypadku – krwotoku poporodowym. Wcześniej był dopuszczony do użytku tylko przy chorobie wrzodowej żołądka. W żadnym wypadku nie można go było podawać w położnictwie. Podany we wczesnej ciąży wywołuje silne skurcze macicy i powoduje poronienie. Dostępny na receptę. Nielegalny handel tabletkami kwitnie na stronach internetowych.

Znalazłem tabletkę i schowałem w butelce

Rozmowa z Wojciechem Guzikowskim, zastępcą dyrektora do spraw leczniczych w Szpitalu Ginekologiczno-Położniczym

Czy opolscy ginekolodzy nadal podają pacjentkom zakazany lek?
Dziś cytotec ma już rekomendacje i może być stosowany w leczeniu krwotoków poporodowych. Absolutnie nie można go podawać w przypadku ciąż żywych, ani pacjentkom, które mają blizny po cesarskich cięciach. Lek ten jest tabletką poronną i może być wykorzystywany do świadomego wywoływania skurczów macicy. Czas kiedy zacznie działać jest jednak trudny do przewidzenia. Teraz kobiety, które przy pierwszym porodzie przeszły cesarskie cięcie, a za drugim razem chcą rodzić naturalnie, muszą nam napisać oświadczenie, na specjalnym druku.

Mimo świadomości, że lek jest nielegalny, nadal się go stosuje?
Ostatnio wyłowiłem taką tabletkę od pacjentki, która przyszła do naszego szpitala. Schowałem ją w butelce i trzymałem przez rok, jako dowód. Na szczęście nie doszło do żadnych powikłań. Tabletkę zaaplikował lekarz, który prowadził ciążę pacjentki. Kobieta przyszła z nią do naszego szpitala z miasta. Nie jesteśmy w stanie wyłapać wszystkich takich przypadków. Na szczęście nie zdarzają się one nagminnie.

Czy cytotec jest w tej chwili dostępny w szpitalu?
Lek ten mamy w tej chwili na stanie, ale jest on pod ścisłym nadzorem, pod pełną kontrolą.


Dzisiejsza audycja Radio Opole “Oko cyklonu” także będzie poświęcona cytotecowi. Słuchaj o godzinie 12.

Autor artykułu: Maciej T. Nowak

Święto Skorpiona przyciągnęło pasjonatów

May 19th, 2008

W sobotę do Opola zjechali miłośnicy historii z całego kraju. Stowarzyszenie Pancerny Skorpion skupiające byłych żołnierzy Pułku 4 Pancernego Skorpion i byłej stacjonującej w Opolu 5 Brygady Pancernej Skorpion (przejęa tradycje pancerniaków z pierwszego Skorpiona) obchodziło swoje święto. Była to okazja do spotkania się tych wszystkich, dla których ważna jest historia polskiego oręża. Na Rynku pod Ratuszem można było podziwiać samochody z okresu II wojny światowej, a także przekonać się na własne oczy jak wyglądały ówczesne mundury żołnierzy polskich.

- Tego typu zloty są okazją do upowszechniania historii, a także prawdziwą lekcją patriotyzmu – uważa Jacek Rybakiewicz, który przyjechał do Opola z Wrocławia. – Historię trzeba kultywować, zwłaszcza teraz, gdy młodzież jest daleka od interesowania się dziejami narodu. Mnie te spotkania pozwalają historię poczuć, dotknąć przeszłości.

Podobnie na temat zlotów wypowiada się Tomasz Szewczyk z Grupy Rekonstrukcji Historycznej z Kluczborka, który do grupy trafił z sentymentu, gdyż jego dziadek walczył pod Monte Cassino. Uważa, że dla młodzieży jest to okazja poznania historii przez dotyk, natomiast dla niego jest to jej kultywowanie i sposób na podtrzymywanie pamięci o tamtych wydarzeniach.

- W polskiej armii służyło bardzo dużo kobiet, zwłaszcza w grupach transportowych – mówi Renata Mularska-Synoś, która ubrana była w strój tzw. “pestki”, czyli Pomocniczej Służby Kobiet – Uważam, że nie wolno o tym zapominać i dlatego tu jestem.

Pasjonaci historii starają się zdobyć oryginalne elementy umundurowania, szukają ich na aukcjach internetowych i przez znajomych.

Najczęściej jednak szyją je sami według wzorów z książek, dbając o najmniejszy nawet detal.

- Szczególnie ciężko jest zdobyć kobiece mundury i są one bardzo drogie. Jest to hobby pracochłonne – mówi Mularska-Synoś. – Bo zawsze czegoś brakuje, poszukujemy nawet drobiazgów, by jak najwierniej oddać klimat tamtego okresu. Robimy to dla własnej satysfakcji, bo laicy i tak przecież nie poznają się na tym, ale dla nas każdy szczegół jest bardzo ważny.

Zadowolone z sobotniego dnia były zwłaszcza dzieci, które z zafascynowaniem wsiadały do starych wojskowych samochodów, które widziały wcześniej jedynie na ekranie telewizorów.

- Chciałbym tu przyjść, gdy znów będą żołnierze – mówił dziesięcioletni Kuba Bilik – Mają bardzo fajne auta, bardziej mi się podoba teraz, niż wtedy, gdy są tu z występami rycerze.

- Tego typu imprezy na pewno przybliżają nam historię. Pomagają w wytworzeniu wrażliwości na dzieje naszego narodu i są przy tym bardzo kształcące – uważa Mularska-Synoś. – Warto zainteresować dzieci historią, pokazać, że można w inny sposób spędzać czas niż tylko przed komputerem. To jest po prostu mądra rozrywka.

Autor artykułu: Natalia Musiałv

Jesienią Orange sprzeda nam iPhone’a

May 17th, 2008

Operator sieci telefonii komórkowej Orange wygrał walkę o wprowadzenie iPhone’a, najbardziej nowatorskiego skrzyżowania telefonu z odtwarzaczem audio-wideo, na polski rynek. Wczoraj pochwalił się podpisaniem umowy z producentem urządzenia, koncernem Apple. Do tej pory Polacy korzystali jedynie z iPhone’ów z prywatnego importu. Ich liczbę w Polsce ocenia się na ponad 20 tys.

Teraz iPhone’y trafią do salonów Orange. Ich polska premiera przewidywana jest na drugą połowę roku. W samym Orange mówi się o dwóch możliwych terminach. Pierwszy to koniec roku i oferta świąteczna. Drugi ujawnił Wojciech Jabłczyński, rzecznik Grupy TP, do której należy Orange: – Staramy się wprowadzić go jak najszybciej i będzie to raczej wcześniej niż w końcu roku.

Czemu Orange tak się spieszy z wprowadzeniem nowego telefonu na rynek? Bo już na starcie stracił czas na walkę o wyłączność na iPhone’a w Polsce. O jeden z najpopularniejszych gadżetów na rynku telekomunikacyjnym starały się również sieci Era i Plus. Zagraniczni udziałowcy tych sieci – T-Mobile i Vodafone – mają umowy na wyłączność dystrybucji iPhone’a w wielu krajach europejskich. Chcieli więc uzyskać to samo prawo dla powiązanych z nimi sieci w Polsce. Vodafone był ostatnio faworytem wyścigu.

Obaj konkurenci Orange zapowiadali polską premierę telefonu z logo przedstawiającym nadgryzione jabłko na początku roku. Jeszcze w lutym prezes T-Mobile International Hamid Akhavan narzekał na braki w oprogramowaniu telefonu – Apple nie zdążył przygotować polskiej wersji oprogramowania.

Wygrana Orange może zadecydować o umocnieniu wiodącej pozycji tej sieci na polskim rynku telekomunikacyjnym pod względem liczby klientów. Polski iPhone jest bowiem chyba najdłużej oczekiwanym telefonem, od kiedy szef Apple Steve Jobs zaprezentował go 9 stycznia ubiegłego roku. Cena sprowadzonego z zagranicy telefonu w serwisie aukcyjnym Allegro waha się od 1 do 1,2 tys. zł. Orange zapowiada, że iPhone będzie dostępny z abonamentem i bez niego w “cenie rynkowej”. Ta ma zależeć m.in. od kursu euro i dolara. Ale zapewne szybko spadnie.

Jesienią ubiegłego roku w Wielkiej Brytanii iPhone kosztował – w zależności od modelu – od 269 do 329 funtów. W kwietniu cena spadła o 100 funtów. W Niemczech w promocji przy zakupie najwyższego abonamentu iPhone z pamięcią 8 gigabajtów kosztuje dziś już tylko 99 euro.

Autor artykułu: Ryszard Parka

Kup: W dwa tygodnie stawiają seniorów na nogi

May 16th, 2008

W szpitalu w Kup powstał pierwszy w województwie opolskim oddział geriatryczny. Liczy sobie 25 łóżek i ma dziś stuprocentowo obłożenie.

– Trafiają do nas pacjenci z całego regionu, choć przeważają oczywiście ci z najbliższej okolicy – mówi dr Andrzej Bunio, wicedyrektor szpitala a zarazem ordynator oddziału geriatrycznego. – Zainteresowanie jest bardzo duże i to znak, że takie usługi powinny świadczyć także inne szpitale.

Tego samego zdania jest dyrektor opolskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia Kazimierz Łukawiecki.

– Społeczeństwo Opolszczyzny starzeje się w szybkim tempie – mówi Łukawiecki. – Na naturalne procesy demograficzne nakładają się procesy migracyjne, które w naszym regionie mają szczególny charakter. Młodzi wyjeżdżają za pracą, starszym pokoleniem nie ma się kto zaopiekować. I to jest wyzwanie dla nas.

Prognozy demograficzne są bardzo niepokojące: według Głównego Urzędu Statystycznego, w ciągu najbliższych dwudziestu lat liczba Opolan w wieku 18-44 lat spadnie z 436 do 259 tysięcy, a liczba seniorów powyżej 60. roku życia wzrośnie ze 160 do 247 tysięcy. Łatwo można przewidzieć, jakie będą tego skutki. Tym bardziej, że już dziś jest problem z opieką nad ludźmi starszymi – na miejsce w zakładzie opiekuńczo-leczniczym czeka na się na Opolszczyźnie nawet pół roku. Wolnych miejsc brakuje nawet w ZOL-ach komercyjnych, gdzie za dobę płaci się do 100 złotych.

- Zastrzegam jednak od razu, że nasz oddział geriatyczny nie ma nic wspólnego z ZOL-em – mów dr Bunio. – Pacjenci leżą u nas góra dwa tygodnie. Mieliśmy już stulatki, które wychodziły do domu na własnych nogach, choć trafiały do nas w bardzo kiepskim stanie.

Bunio zaznacza, że pacjenta w podeszłym wielu leczy się zupełnie inaczej niż człowieka w sile wieku, którego dopadła jakaś choroba. Pacjent-senior jest zwykle człowiekiem schorowanym, cierpiącym na wiele różnych dolegliwości i przyjmującym szereg leków. I to właśnie, paradoksalnie, jest często głównym źródłem problemów.

- Chory zazwyczaj bierze tych leków za dużo, nie mając pojęcia o tym, w jakie interakcje wchodzą. Dlatego zaczynamy od zweryfikowania przepisanych medykamentów i zostawiamy tylko te, które są naprawdę niezbędne – mówi Bunio. – Do tego dochodzi także psychoterapia, która ma poprawić pacjentowi samopoczucie.

Małgorzata Pożoga, oddziałowa pielęgniarka, dodaje, że rodzina wypisywanego pacjenta otrzymuje także szczegółowe zalecenia w sprawie niezbędnych zabiegów opiekuńczych.

- Innych wymaga pacjent z otępieniem, innych chory cierpiący na Alzheimera – mówi Pożoga. – Wszystko to ma służyć podniesieniu komfortu życia pacjentów w podeszłym wieku.

W ciągu kilku miesięcy przez oddział geriatryczny w Kup (ruszył w styczniu) przewinęło się około 120 chorych. Dyrektor Łukawiecki z NFZ zapowiada, że fundusz będzie dążył do stworzenia w regionie sieci takich placówek.

- Zapotrzebowanie na takie usługi bardzo szybko rośnie – mówi Łukawiecki.

To nie jedyny gest NFZ w stronę seniorów. Niedawno w Opolu ruszył oddział psychogeriatryczny. – Dla tych chorych, którzy nie mogą skorzystać z Centrum Terapii Nerwic w Mosznej, bo potrzebują opieki internistycznej, której w Mosznej nie otrzymają – tłumaczy wicedyrektor opolskiego NFZ do spraw medycznych Roman Kolek.

Autor artykułu: Marek Świercz

Opole dopiero szykuje się do letniego sezonu

May 16th, 2008

Na dworze robi się coraz cieplej, ale na razie opolanie nie mają co liczyć na kąpiel pod okiem ratowników. Dopiero za miesiąc, po zakończeniu roku szkolnego, WOPR zadba o bezpieczeństwo na trzech miejskich kamionkach – Silesia, Malina i Bolko. Dlaczego dopiero wtedy, skoro już teraz tłumy ludzi mogą chcieć popływać?

- Budżet miasta jest jaki jest – wzdycha Stefan Zdziechowski, zastępca naczelnika wydziału kultury i sportu w opolskim Ratuszu. – W tym roku na cały sezon mamy 150 tys. zł.

Te pieniądze muszą wystarczyć na zagospodarowanie plaż (postawienie koszy na śmieci i kabin toi-toi), wyznaczenie kąpielisk i wynagrodzenia dla ratowników. Każdego akwenu będzie pilnowało sześciu ludzi pracujących na zmiany oraz ratownicy – stażyści, którym nie trzeba płacić, bo dopiero zdobywają uprawnienia. W sumie nad naszym bezpieczeństwem będzie czuwać 18osób.

- 150 tysięcy to i tak dużo więcej niż w ubiegłym sezonie – wyjaśnia Zdziechowski. – Na wszystkie akweny mieliśmy wówczas 116 tys. zł. Przyczyną nie są podwyżki, ale to, że w zeszłym roku nie doszacowaliśmy kosztów utrzymania Bolko. To najnowsze zorganizowane w Opolu kąpielisko przy ul. Marka z Jemielnicy. Moim zdaniem – najpiękniejsze. Cieszy się coraz większą popularnością,

Jest dobra wiadomość dla najmłodszych opolan: wyjątkowo wcześnie otwarty zostanie w tym roku basen “Błękitna fala” przy pl. Róż. – Dwa lata temu został wyremontowany – mówi Maciej Płuska, dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. – W zeszłym roku rozpoczęliśmy sezon w połowie czerwca. Tym razem postanowiliśmy zrobić to już 31 maja, przez Dniem Dziecka.

Po modernizacji tej pływalni jest możliwość podgrzewania wody w basenach. MOSiR skorzysta z niej na początku czerwca, kiedy woda jeszcze nie będzie odpowiednio ogrzana przez słońce. Jednak do końca roku szkolnego w dni powszednie będzie się można kąpać jedynie popołudniami – od 14.00 do 19.00. Podczas weekendów basen będzie otwarty normalnie – od 9.00 do 19.00.

Dobra jest też wiadomość, że nie podrożeją bilety wstępu. Bilet ulgowy kupiony przed godz. 15.00 kosztować będzie 5 zł, po godz. 15.00 – 3 zł, a w weekendy – 7 zł. Dorośli zapłacą odpowiednio – 7, 5 lub 10 zł.

Autor artykułu: Agata Jop